Wciąż poszukujemy domów tymczasowych - artykuł :)


Drodzy Państwo, wciąż bardzo potrzebujemy domów tymczasowych dla naszych zwierzaków. Często znajdujemy się w sytuacji, w której koniecznością jest natychmiastowe zabranie zwierzęcia, czy to z ulicy, czy też od nieodpowiedzialnego właściciela - równie często nie mamy po prostu gdzie takiego zwierzaka umieścić - a przecież znalezienie nowego, dobrego, stałego domu zawsze trwa jakiś czas. Dwoimy się i troimy, często nam się udaje, ale nie zawsze. Dlatego bardzo ważnym elementem naszej działalności są domy tymczasowe, których wciąż nam brakuje. W przypadku, gdy ktoś z Państwa, zdecydowałby udzielić tymczasowego schronienia jednemu z naszych podopiecznych, zapewnimy mu karmę, opłacimy wizyty u weterynarza, sterylizację, będziemy szukać mu nowego domu. Zachęcamy do takiej formy wolontariatu - choć zazwyczaj w momencie adopcji tymczasowy opiekun przeżywa trudne chwile, to jednak w rezultacie satysfakcja jest ogromna :)
Dziękujemy serdecznie naszemu domkowi tymczasowemu (Monice, Krzyśkowi i Jankowi :) ), w którym obecnie przebywa Pusia, za artykuł który pojawił się na portalu wiadomości24.pl
Zapraszamy serdecznie do lektury: klik


Pusia czeka bezpiecznie na swojego człowieka w domku tymczasowym.

Wcześniejsze wpisy

Sherry - kolejna interwencja, kolejna tragedia psa i człowieka…


zgłoszenie o Sherry otrzymaliśmy od jej właściciela. zadzwonił do nas ze szpitala, prosząc o pomoc w dokarmianiu jego suni. sunia od dwóch tygodni przebywa sama na działce pod Łodzią, karmiona jedynie przez sąsiadów. było to jedyne miejsce, w którym mogła zostać na czas nieobecności jej pana. karma niestety się skończyła, a pobyt pana w szpitalu przedłużał się i właściwie nie wiadomo było, kiedy z niego wyjdzie. sprawa skomplikowała się też o tyle, że stan zdrowia tego człowieka wiąże się z bardzo częstymi i długimi pobytami w szpitalu i ten fakt też uniemożliwia mu dalszą opiekę nad amstaffką…

przyjechałyśmy z dwoma worami karmy, by zostawić je sąsiadom do karmienia suni. jednak to, co zastałyśmy na posesji nie pozwoliło nam tak po prostu odjechać… posesja była w opłakanym stanie. cała zarośnięta, dookoła pełno śmieci, szkła, błota i starych przedmiotów. budy sunia nie miała, nocowała jedynie na werandzie budynku stojącego na posesji. niestety, to nie były odpowiednie warunki dla psa.

posesja była otwarta, bez problemu otworzyłyśmy furtkę. sunia przywitała nas z ogromną radością i błaganiem w oczach. wyraźnie nie chciała dalej tam zostać sama. lizała nas po twarzach, skakała i tuliła się do nas, a przecież jak intruzi bez pozwolenia wkroczyłyśmy na jej posesję.

decyzja była szybka - zabieramy sunię. utwierdził nas w tym przekonaniu również fakt, że wyglądała na mocno ciężarną i była mocno wyziębiona.
bez wahania dała założyć sobie obrożę, smycz i wsiadła do samochodu, nie oglądając się za siebie.

zabrałyśmy ją do lecznicy, gdzie stwierdzono wyraźne wyziębienie i osłabienie organizmu. nasze podejrzenia co do zaawansowanej ciąży póki co nie potwierdziły się - jeśli sunia jest w ciąży, to na samym jej początku. jednak wyciągnięte niemal do granic możliwości sutki wskazują na to, że często w swoim życiu rodziła… poza tym stan ogólny jest dobry.

jutro będzie przeprowadzony zabieg sterylizacji, później sunia zostanie zaszczepiona. pan zrzekł się opieki do niej i pozostawił nam w tej kwestii wolną rękę. dlatego sunia, której nadałyśmy imię Sherry, w ciągu kilku dni będzie gotowa do adopcji.

to przeurocza i przepięknie ubarwiona amstaffka. uwielbia ludzi, a z innymi psami chce się bawić. jest dobrze ułożona - podaje łapę i siada na komendę. pozwala robić ze sobą wszystko, włącznie z podnoszeniem i zaglądaniem w paszczę. ma około 6 lat i będzie niesamowitym psem, jeśli tylko ktoś da jej szansę…

na zdjęciach warunki, w których Sherry mieszkała, a także ona sama w całej krasie:


Sherry czeka na kogoś, kto ją pokocha od nowa. jeśli możesz ją zaadoptować, prosimy o kontakt:

natalia, tel. 602 457 408, mail natalia@niechcianeizapomniane.org

Krężel-likwidacja kolejnego pseudoschroniska!!!!


Kolejna mordownia doczekała się likwidacji. Pseudoschronisko prowadzone było we wsi Krężel pod Chynowem.

W skandalicznych warunkach przebywało ponad 100 psów. Psy pozamykane w małych klatkach, trzymane w rozwalającej się stodole bez dachu.

Większość psów w fatalnym stanie z zaawansowanymi chorobami skóry.

26 sierpnia 2008r Pogotowie i Straż dla Zwierząt wspólnie z Fundacją Emir wkroczyły na miejsce w celu likwidacji tego potwornego miejsca.

O likwidacji drogą mailową i telefoniczną poinformowane zostały schroniska i organizacje pro-zwierzęce w celu pomocy, w przejmowaniu psiaków. Żadna z organizacji nie miała możliwości przyjąć pod swoje skrzydła wszytskich zwierząt, ale sukcesywnie psiaki są wywożone z tego piekła. Oczywiście potrzebne są domy-domy stałe i domy tymczasowe, gdyż liczba zwierząt jest ogromna, a każdy z nas ma ograniczoną ilość miejsc dla potrzebujących.

Fundacja Niechciane i Zapomniane-SOS dla Zwierząt wczoraj przejęła 3 sunie i jednego pieska.

Dwie sunie w stanie katastrofalnym! Z bardzo zaawansowaną chorobą skóry, połamanymi zębami od gryzienia krat w klatkach, w których były poupychane.

Poniżej zdjęcia psiaków zabranych przez nas z Krężla.

1.jpg

3.jpg

4.jpg

6.jpg

7.jpg

kojot2.jpg

10.jpg

Każdy kto chciałby wspomóc leczenie i utrzymanie psiaków, może wpłacać pieniążki na konto fundacji.

FUNDACJA NIECHCIANE I ZAPOMNIANE - SOS DLA ZWIERZĄT
BANK PKO BP
Nr konta: 22102034080000490201742246

Dla przelewów z zagranicy:
Kod SWIFT: BPKOPLPW
Nr Konta: PL22102034080000490201742246

Staś II, czyli kolejna ofiara pseudohodowców…


Staś jest pięknym, młodym i bardzo przyjacielskim amstaffem. Został niestety perfidnie porzucony - przywiązano go do płotu siatki, z tyłu posesji naszej wolontariuszki Marty. Leżał tam cztery godziny i naiwnie wierzył, aż właściciel po niego wróci. Nikt nie wrócił. Znalazła go Marta, szybko odwiązała i pomimo licznej gromady swoich własnych oraz “tymczasowanych” psów i kotów, zabrała do siebie. Jak się okazało, Stasio cierpi na mocno zaawansowaną głuchotę. Za tą dysfunkcję może podziękować pseudohodowcy, który dopuścił do rozrodu głuchego osobnika - któregoś z przodków Staśka, po którym nasz bohater odziedziczył brak jednego ze zmysłów. Stasio żyje sobie w świecie ciszy, a jednak jest psem radosnym i niesamowicie przyjacielskim. Nie brudzi w domu, pięknie chodzi na smyczy, akceptuje inne psiaki. Staś jest już po zabiegu kastracji. Zachęcamy do adopcji psiaka!

Kontakt w sprawie adopcji:
tel. 664 260 522 (Marta)
tusia26@onet.eu

Wstąpiliśmy do Koalicji dla Zwierząt!


W naszym kraju prawo nie zawsze, a nawet rzadko stoi po stronie zwierząt, a sytuacja bezdomności psów i kotów zdaje się nie do opanowania. Mając nadzieję, iż wspólnymi siłami, wspólnym głosem, uda nam się to zmienić, Fundacja wstąpiła do KOALICJI DLA ZWIERZĄT.

Głównymi postulatami Koalicji dla Zwierząt są:

  1. Podpisanie i ratyfikowanie przez Polskę Europejskiej Konwencji Ochrony Zwierząt Domowych; dostosowanie przepisów dotyczących zwierząt do tej Konwencji, w tym:
  2. wprowadzenie ograniczeń i poddanie nadzorowi hodowli i handlu zwierzętami domowymi, co wraz z programem sterylizacji wspieranym przez państwo powinno doprowadzić do znacznego zmniejszenia liczby rodzących się psów i kotów;
  3. stworzenie standardów opieki nad zwierzętami, jakie obowiązywać powinny we wszystkich miejscach taką opieką się zajmujących (schroniska, domy tymczasowe itd.)
  4. powołanie państwowej instytucji nadzorującej przestrzeganie przepisów dotyczących zwierząt wraz z państwowymi schroniskami dla zwierząt maltretowanych;

Do Koalicji wstąpiło już 30  organizacji pro-zwierzęcych !!!

Więcej o Koalicji dla Zwierząt można przeczytać na stronie:

www.koalicja.org.pl

Koalicja dla ZwierzštKoalicja dla Zwierzšt

Dzikie psy??? Nie…to psy skrzywdzone przez człowieka…


W ostatnim czasie w naszym Domu Tymczasowym Fundacji zamieszkało kilka psich nieszczęść. Można by nazwać je  DZIKIMI PSAMI, ale czy tak jest na pewno? Mogę świadomie powiedzieć, że NIE…

Może byłoby łatwiej, gdyby ich nieufność wynikała tylko z braku kontaktu z człowiekiem, gdyby powracanie ich do życia miało polegać tylko na oswojeniu. Niestety…w przypadku naszej Ronji, Miśki i Samanty jest inaczej. To psy, które kiedyś ufały, kochały, a przy tym cierpliwie znosiły ciosy od ich ukochanych właścicieli. Aż któregoś dnia czara goryczy się przepełniła.  Zbyt dużo bólu, poniżania, lęku…Sunie się poddały, stworzyły w swej świadomości nowy obraz człowieka- CZŁOWIEKA KATA.

Przygnębiająca jest obserwacja naszych “dziczków”. One wprost czekają na cios. W ich oczach widać pewność, że ta ręka, która karmi je przysmakami, zaraz zada ból. I jakie jest ich zdziwienie, kiedy jednak tak nie jest. Kiedy mówię do nich spokojnym głosem, kiedy nie naciskam na kontakt fizyczny, ale jednocześnie staram się formować dobre skojarzenia, ręka karmi-nie bije.

Każda z naszych “dziczków” w inny sposób “wraca do świata”, ale wracają i to jest najpiękniejsze w tej długiej, żmudnej pracy. Każde choć chwilowe ufne spojrzenie, każdy objaw zainteresowania, każde merdnięcie ogona, daje nam nieopisaną radość. I wiem, że Ronji, Miście i Samancie też…widać, że są z siebie dumne.

Oto nasze bohaterki

MIŚKA- to najlżejszy przypadek. Sunia rok temu została powieszona w lesie. Kilka dni wisiała dotykając ziemi tylko tylnymi łapkami. Teraz panicznie boi się obroży i smyczy, kojarząc je z tragedią, która ją spotkała.

miska4.jpgRONJA- sunia, która przeżyła pół roku w schronisku w Krzyczkach. Widziała najgorsze potworności, które człowiek może zgotować zwierzęciu.

ronja2.jpg

SAMANTA- sunia od szczeniaka zamknięta była w komórce, przywiązana na grubym łańcuchu. Nie widziała świata poza tą komórką, a człowiek często “demonstrował” jej, że jest niewygodna.

samanta.jpg

BEZA (3 m-ce) ma tylko jedną szansę na lepsze życie


Nie mam nawet imienia, choć wołają na mnie Bezucha, Beza - bo ucięto mi kawałek ucha.
Urodziłam sie na terenie ogromnego szpitala w Łodzi, gdzie od miesiąca wyłapywane są koty do sterylizacji. Jest nas tu dużo, o wiele za dużo. I nikt nas tu nie chce.
Wcześniej wyłapywano koty do sterylizacji na terenie pobliskiego hotelu - wszystkie dorosłe koty po zabiegach wróciły i teraz cieszą sie życiem, bez ciąż, bez stresu czym nakarmić swoje potomstwa.
Tam tez było mnóstwo kociąt - aż 24, niestety jak to mówią duzi, nie mają domów z gumy i wszyscy mają już pełno kciąt na tak zwanych domach tymczasowych…
Zostałam złapana wraz z moją Mamą, która już została wysterylizowana i wróciła na nasze stare śmiecie. Jest dzika. Ja też jestem trcohę dzika, tak uczyła mnie mama. Mam dopiero 3 i pół miesiąca. Przeszłam zabieg sterylizacji i tu gdzie jestem, mogę być tylko na czas przechowania mnie po tym zabiegu. Potem, jeśli nie znajdzie się nikt, będę musiała wrócić do szpitala. I być dziką, jak moja mama.
Moze powiesz, że tak powinno być.
Ale ja na prawdę mogłąbym być domowym, kochającym kociakiem wiesz?
Mogłabym, tak mówią wszyscy.
Że żal wypuszczać… tylko te domy nie są z gumy, a schroniska są pełne chorób.

Bezucha ma 3 i pól miesiąca. Jest po sterylizacji. Mozesz odmienić jej los. Możesz zaadoptować. Albo moze dasz jej dom tymczasowy?

(tekst napisała Magija, a Beza jest pod opieką grupy Kotylion)

kontakt:
Magda - tel. 0792-944-515, monochromatycznie@gmail.com

beza.jpg

Zakochane psy…Misiek i Miśka…do niedawna miały tylko siebie.


Miśkę zobaczyliśmy po raz pierwszy na początku lipca, zawiadomiono nas,że u bezdomnych na Chojnach przebywają pies, suka oraz ich sześcioro szczeniąt. Miejsce, w którym wszystkie psy przebywały było tragiczne,rozwalająca sie szopa, dzikie chaszcze, porozrzucane ostre narzędzia, a wśród tego całego bałaganu sunia, nieufna,wystraszona, nie pozwalająca do siebie podejść…
Ponieważ najbardziej narażone na niebezpieczeńswo były sześciotygodniowe szczeniaki, uznaliśmy, że trzeba je zabrać w pierwszej kolejności. Sunia Miśka mimo podanej jej sporej ilości Sedalinu nie pozwoliła się złapać, uciekła w krzaki…
Przez niespełna dwa tygodnie sunia dostawała leki wstrzymujące laktację i była przygotowywana do podróży samochodem, tylko w taki sposób mogłiśmy ja zabrać do lecznicy. I udało się, Miśka została wysterylizowana, zachipowana i jest już bezpieczna, mieszka w naszym Domu Tymczasowym. Przy bliższym kontakcie okazało się, że to przemiła,przesympatyczna, bardzo inteligentna sunieczka, bez grama agresji. Zastanowił nas jedynie olbrzymi lęk, jaki Misia przejawiała przy próbie założenia jej obroży, czy smyczy. Skontaktowałam się z Panią Barbarą mieszkającą na Chojnach, której los Misi nie był obcy i która bardzo jej pomagała karmiąc ją i podając leki. Udało jej się ustalić pierwszego właściciela a właściwie wybawiciela Miśki,człowieka, który uratował ją od niechybnej,powolnej śmierci przez zadławienie. Okazało się, że ów starszy, nieżyjący już Pan znalazł ją w lesie powieszoną na smyczy w taki sposób, że stała na czubkach tylnych łap nie mając możliwości wyswobodzenia się z pętli zadzierzgniętej wokół szyi. Sunia była w stanie totalnego wyniszczenia, zagłodzenia i odwodnienia, lekarz , do którego ją zawieziono stwierdził, że przeżyła tylko dzięki młodemu wiekowi(miała około 7-8 miesięcy i ogromnej determninacji i woli życia. Miśka przeżyła u tego Pana swoje najlepsze pół roku, niestety, Pan zmarł a rodzina pozbyła się problemu wyrzucając psa na ulicę. I tak trafiła Miśka do bezdomnych…
Teraz Misia jest już pod naszą opieką,jest wysterylizowana, niedługo zostanie zaszczepiona przeciw wszystkim zakaźnym chorobom, powoli wraca do życia w normalności, do życia, gdzie nie ma lęku o jutro, o kawałek dachu nad głową, o miskę pełną strawy, o bezpieczeństwo…
Miśka, tak, jak pisałam wcześniej jest wspaniałą, bardzo inteligentną sunią i mimo tego okropieństwa, które wyrządził jej człowiek, nadal mu chce zaufać. Poszukamy jej domu, w którym będzie bezpieczna i kochana,
będziemy pracować nad jej lękiem przed smyczą, mam nadzieję i wierzę w to gorąco, że przed nią jeszcze dużo dobrego, jeszcze całe życie, przecież Miśka jest taka młodziutka, ma dopiero dwa lata…
A teraz Misiek, współtowarzysz niedoli Miśki, ojciec jej szczeniąt…
Do bezdomnych przyprowadziła go Miśka,był zmarznięty, pogryziony przez inne psy,wygłodzony.Zamieszkał z bezdomnymi i wraz z Miśką pilnował ich nędznego dobytku.Nie wiadomo, jak długo się tułał wcześniej, u bezdomnych mial chociaz prowizoryczny kąt do spania.Razem, w dwójkę psy sobie jakoś radziły dopóki…no właśnie, dopóki nie przyszły na świat ich dzieci a bezdomni nie znaleźli pracy poza Łodzią.
Misiek został zabrany wraz z Miśką, wiedzieliśmy, że razem będzie im łatwiej przeżyć zmianę, razem pojechały do lecznicy i razem też tam przebywały, Miśka została poddana sterylizacji, Misiek kastracji. Po zdjęciu szwów psy opuściły lecznicę i zostały przywiezione do naszego DT.
Teraz pod opiekuńczymy skrzydłami Kaji poznają, co to jest szczęśliwe, bezpieczne życie…
Misiek jest wspaniałym, radosnym, bardzo kontaktowym psem, niesamowicie lgnie do ludzi, uwielbia się bawić( co też razem z Miśką czynią), jest żywy,uwielbia głaskanie(to też oboje z Miśką),i tak, jak Miśka jest bardzo inteligentnym psem.Myślę, że warunki, w jakich tym psom przyszło żyć spowodowały, że musiały radzić sobie tak, by przetrwać,na szczęście miały siebie…
W lecznicy, podczas próby chipowania okazało się, że Misiek ma już chipa, to chip schroniskowy. Sprawdzimy, kto był jego właścicielem, dowiemy się dlaczego i w jaki sposób pies wylądował na ulicy, nie zostawimy tego…
A na razie Misiek i Miśka dochodzą do równowagi w Domu Tymczasowym Fundacji, wreszcie najedzone, bezpieczne, i mam nadzieję, że i do Miśka szczęście się uśmiechnie, że i on znajdzie dom, w którym będzie kochany…

misiekimiska.jpg

misiekimiska1.jpg

misiekimiska2.jpg

Gdy znajdziesz martwe zwierzę - ważna informacja


Łódzkie drogi, zwłaszcza latem, stanowią ogromne niebezpieczeństwo dla bezdomnych, zabłąkanych bądź wolno żyjących zwierząt. Nierzadko potrącone zwierzę leży na ulicy, a jego zwłoki są masakrowane przez nadjeżdżające samochody, bo kierowca, który je potrącił nie zechciał sprzątnąć ciała.

Mało kto wie, że istnieje numer telefonu, pod który można zadzwonić i zgłosić taką sprawę. Urząd Miasta Łodzi od jakiegoś czasu dysponuje specjalnym samochodem - chłodnią, który wzywany jest do miejsc, gdzie znajdują się padłe zwierzęta. Warto taki numer sobie zapisać i korzystać z niego, jeśli przytrafi nam się taka sytuacja.

(042) 638 49 83 - jest to numer do Wydziału Komunalnego UMŁ, który otrzymawszy zgłoszenie wysyła samochód na miejsce takiego zdarzenia, by uprzątnąć zwłoki.

Samochód ten działa wyłącznie na terenie miasta Łodzi.

Artykuł o Zuli vel Sarze w Expressie Ilustrowanym :)


Zapraszamy serdecznie do przeczytania wczorajszego artykułu o suni Zuli (teraz Sarze), który ukazał się we wczorajszym wydaniu Expressu Ilustrowanego. Sara jest starszą sunią, nie wiemy z jakiego powodu została porzucona, długo się błąkała w okolicach łódzkiego cmentarza na ul. Lodowej. Teraz Sara ma wspaniały dom! :)))
Artykuł można również przeczytać w wersji elektronicznej - kliknij tutaj (strona 17).

Witamy na naszym blogu!

Strona na którą trafiłeś jest podserwisem oficjalnej witryny Fundacji Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierząt. Znajdziesz tutaj aktualne informacje o działaniach Fundacji, o nowych podopiecznych lub o tych którym udało się trafić do nowego domu, a także o najpilniejszych potrzebach Fundacji.


Close
E-mail It
Socialized through Gregarious 42